wtorek, 28 lutego 2012

Po prostu...

 Dzisiaj dla Wrony był piękny dzień. Mi też bardzo przyjemnie było patrzeć, jak się droczą, przytulają, łaskoczą. Ale smucę się, bo wiem, że ja tak nie będę miała. Kiedyś tak, tylko, że trzeba bardzo długo czekać.
 Ja i On? To jest śmieszne. Ani ja dla niego, ani on dla mnie. Chyba trzeba po prostu dać spokój. Jestem z deka przygnębiona. I co? I zaczęłam gotować. Najpierw poleciały omlety dla mnie i Julki, a teraz zajadam ciasto kakaowe. Co prawd, zrobione w 5 min. razem z "pieczeniem" ale przynajmniej jest. Ogółem nachodzi mnie ochota gotować. Na wakacje chcę poszukać pracy dorywczej. Nie jestem pewna, czy już na te. Ale na następne- na pewno. I mam pytanko- gdzie najłatwiej takową znaleźć?
 Trzeba wziąć się do nauki. Będzie draka o niemiecki. Ale ja nienawidzę tego języka! Na kartkówce napisała dwa na dziesięć słówek. Co prawda były trzy, tylko, że jedno źle. Nie potrafię się uczyć. Znajdę z bilion powodów.
 Nie ma to jak kompleksy przez granie w Simsy. Przy okazji będzie trzeba poprosić Binę, żeby mi je w końcu oddała.
 Chciałabym, żeby ktoś był obok. Złapał mnie za rękę, przytulił, spojrzał w oczy. Patrzał ze mną w gwiazdy. Sprawiał, bym cały czas się uśmiechała. Żeby pisał, dzwonił. O każdej porze dnia i nocy. Żeby był, kiedy go potrzebuję. Na co dzień, od święta. Żeby mnie znał. Wiedział, kiedy mówię prawdę, a kiedy go zbywam. Żeby potrafił zauważyć, kiedy coś jest nie tak. Żeby stawiał mnie wyżej, niż kolegów. Nie wstydził się mnie. Żeby mnie bronił. Żeby po prostu był...

sobota, 25 lutego 2012

"Iść za marzeniem i znowu iść za marzeniem, i tak zawsze aż do końca."

Wczoraj na chemii postanowiłam, że wykopię go z mojego szczęścia. Spróbuję być wobec niego obojętna. Tylko, że niezbyt się to udało. Po szkole wracałyśmy z Wroną przez ok. godzinę do domu, po prostu poszłyśmy parkiem. I zaczęłyśmy marzyć. Jak to byśmy chciały, żeby było. Ja opowiedziałam swoją ideę parapetówy. Ok. dziesięć zaproszonych osób. Kaczy będzie DJ, załatwimy mu jakiś stolik, na którym będzie odtwarzacz. Zrobimy coś w stylu dyskoteki. Jakoś w połowie poproszę Wronę, żeby przyniosła coś ze strychu. Potem powiem Kamilowi, żeby jej pomógł. W razie czego, zasunie się drabinkę, żeby pobyli trochę sami xD Później wszystko będzie normalnie, oni będą ze sobą tańczyć. Zamówimy pizzę (w skład wchodzi margarita). Zastanawiałam się też nad ogniskiem, ale to można by było odpuścić. Jak co, rozłożyłoby się trzy namioty (dwa dla dziewczyn, jeden dla chłopaków) i tak by się przenocowało. Jakaś para wymknęłaby się z namiotów, potem druga, by popatrzeć razem na rozgwieżdżone niebo.
Takie to jest moje marzenie. Jest 20% szans, by się spełniło. Po pierwsze trzeba by namówić rodziców, żeby zamiast trzech, czterech koleżanek było dziesięć osób, w dodatku z chłopakami. I żeby nie było ich w domu. Więc prawdopodobnie są to jakieś urojone marzenia...

czwartek, 23 lutego 2012

"...lecz nie wiedzą o tym, że najgorzej w życiu to samotnym być..."

 Dziś nic się nie działo. Było trochę tak, jakby mnie olewał. I wyglądało trochę tak, jakby inną dziewczynę podrywał... Dzisiaj pod szkołę przyszli Serce i Rozum. Poleciałyśmy tam z Emilą. Ogółem, to cały czas działo się coś śmiesznego. Najlepiej było oczywiście na polskim- nasz wychowawca to prawdziwy talent. A raczej antytalent, nawet większy od Wrony. Nie wiem, jak to możliwe, ale jednak.
 W domu Julka znowu się wydziera. Nie potrafię już z nią wytrzymać. Ciągle tylko wrzeszczy, szturcha i na okrągło coś. A teraz ryczy. Jap... Chciałabym się przeprowadzić. Miałabym własny pokój- kąt, w którym miałabym spokój. Zawsze można się gdzieś schować, ukryć przed światem.Miałabym psa, przyjaciela na zawsze. Mogłabym wychodzić z nim na spacery, gdy już nie wytrzymuję. Wokoło ptaki, rośliny, stada saren, dziki, zające. Prawie jak w raju. Tylko... Będzie daleko od Wrony. Nie będzie można się od razu spotkać, gdy jedna potrzebuje drugiej. Nie będzie można wrócić do tego mieszkania, w którym byłam od zawsze. Tu są wspomnienia. Tu są ludzie. TU jest moje życie... I tak po prostu miałabym je zmienić? Jest ciężko. Ale boję się, że będzie ciężej. Że potem nie dam sobie rady.
 Czasem chciałabym schować się w domu. Nie pójść nagle w środku tygodnia do szkoły, nie odbierać telefonów, nie odpowiadać na sms-y. Zrobić tak, by inni zaczęli się martwić. Żeby przez kilka dni można było namówić rodziców, by nikogo nie wpuszczali do domu, nie mówili, co się ze mną dzieje. A potem dać im wszystkim wybór. Mogą wybrać jedną osobę, która przyjdzie, będzie mogła wejść do mojego pokoju, porozmawiać. Że muszą się naradzić, kogo wybrać. Przyjaciółka? Miłość? Ta dawna, czy teraźniejsza? Ktoś, komu najbardziej na mnie zależy? Czy ktoś, na którym mi najbardziej zależy? Ciekawa jestem, kogo by wybrali...

środa, 22 lutego 2012

"Jeśli pali się dach krzyczymy- O, nie!"

 Hejjo! Dzisiejszy dzień nie należał do udanych... Jest jednak taki moment, który od razu wywołuje u mnie uśmiech. On siedział na ławce, ja obok na krześle. Gadaliśmy o czymś i zaczęliśmy się śmiać. On tak nagle spoważniał i powiedział, że coś mam na bluzce. Wiedziałam, że to "podstęp" i tylko na niego patrzałam z lekko rozbawionymi oczami. Jeszcze przez chwilę pokazywał na bluzkę i tak dalej... W końcu dał spokój i bez tego uśmieszku, tak poważnie powiedział do mnie, że jakbym się spojrzała w dół, to by mi palcem przejechał po nosie lub brodzie. I się tak patrzał... I było tak ... Nie wiem jak to nazwać. Ale był inny. I to zachowanie u niego kocham. Z chłopakami jest kompletnym zboczeńcem i idiotą, chamem i pedałem. Ale i tak coś czuję. Nienawidzę tego zachowania przy kumplach. A ja nadal mam nadzieję, że coś się stanie...
 Na matmie go olewałam. Zresztą na hiszpańskim też. Ej no, sorry, ale z tą pedalską stroną nie mam zamiaru się zadawać. Jeśli czegoś chce, to niech się postara i wysili, a jak nie- to adios! Nie od razu stopisz serca mego lód- i to jest prawda. Jedno pytanie nie daje mi spać w nocy- do kogo zadzwonisz, kiedy to się skończy. A to się skończy, to się skończy. Na razie może na mnie liczyć w każdej sytuacji- tej najlepszej i najgorszej. Ale nic nie jest wieczne. Jeśli będzie mnie olewać- to samo będzie czekać jego. Jeśli po jakimś czasie przejrzy na oczy, to może być za późno. Nawet na to, by powiedzieć "Co tak długo, na oklaski czekałeś?" Bo to będzie po prostu wyśmianie go. I nic więcej.

wtorek, 21 lutego 2012

"Nieważne jak, ważne żebyś zaczął"

 Początki zawsze są trudne. Ale na szczęście początki zawsze mijają. Tak jak wszystko. Dni, miesiące, lata. Więc nie warto ich tracić. Najlepiej iść, rozglądać się na boki, wypatrywać niewidocznego. To się nazywa radość życia.
 Zaczęłam od wywodów, więc może chociaż teraz się przedstawię. Rodzice ochrzcili mnie imieniem Emilia. I jakoś tak z tym żyję przez te trzynaście i pół roku. Mieszkanie na sprzedaż, przyjaciele, problemy, śmiechy, łzy, których nie można wylać. To tak po krótce większość mojego życia. Co mogę jeszcze o sobie powiedzieć? Dzisiaj moja najlepsza przyjaciółka powiedziała pewnemu chłopakowi, że on mi się podoba. A raczej napisała to na kartce, na historii. A moja koleżanka zobaczyła tą kartkę. Akurat ja z Wroną siedziałyśmy w dwóch różnych końcach sali. Gadałyśmy na migi i przez sms-y. Gdy się dowidziałam, co zrobiła, pokazałam jej stryczek zrobiony ze sznurka od piórnika. Ale takie coś, to jest na co dzień.
 Kiedy wróciłam do domu nic mi się nie chciało. Wróć. Na nic nie miałam siły. Nalewając wody do czajnika nie potrafiłam podnieść ręki, żeby zakręcić kurek. Zrobiłam to dopiero, gdy zaczęło się z niego wylewać. A potem coś mi się stało, i żeby tylko nie myśleć o szkole, zrobiłam mamie kawy. A potem zaczęłam wyciągać z szafki jakieś kisiele i budynie. Najpierw zrobiłam budyń czekoladowy i rozlałam dla każdego po porcji, a potem na to jeszcze budyń waniliowy. Posypałam kakaem i utopiłam smutki w budyniu.
 Nie wiem, co będę robić. Wiem jedno- lekcji odrabiać nie będę na pewno. Znowu popadłam w nastrój przedbudyniowy. Ale tak to jest i nie mam pojęcia, kiedy się zmieni.